O pornografii


 

Zobacz portal http://yourbrainonporn.com/

Przeczytaj świadectwo pewnej dziewczyny

Mam 24 lata i z problemem pornografii i masturbacji zmagałam się pół życia. Postanowiłam podzielić się z Wami swoim świadectwem i opowiedzieć Wam o tym, jak to uzależnienie stopniowo mnie niszczyło i wypaczało moje postrzeganie świata.

Chcę Wam opowiedzieć także o wielkiej mocy Boga, który mnie uleczył. Zaczęło się całkiem niewinnie, w 4 klasie podstawówki. Naturalne w tym wieku zainteresowanie seksem sprawiło, że zaczęłam szukać na ten temat informacji.

I, mimo że mam bardzo fajnych rodziców, z którymi mogę pogadać o wszystkim, odpowiedzi na swoje pytania zaczęłam szukać w Internecie. Tam trafiłam na strony, które tylko rozbudziły moją ciekawość. Ale wtedy wizyty na takich stronach były jeszcze rzadkie.

Mniej więcej rok później do pornografii dołączył się onanizm. I tak, z każdym kolejnym razem, coraz bardziej wpadałam w pułapkę „przyjemności”. Trwało to mniej więcej do 2 klasy liceum, z mniejszymi lub większymi przerwami. Ze spowiedziami bywało różnie. Czasem zdarzało mi się wyznać te grzechy, w większości przypadków jednak wstyd był silniejszy.

Niestety nie odważyłam się wyspowiadać z tego przed bierzmowaniem i sakrament przyjęłam świętokradzko. Próbowałam wyprzeć ten fakt z pamięci i stopniowo mi się to udało. Dalej uczestniczyłam w życiu Kościoła, chociaż coraz bardziej oddalałam się od Boga.

Z czasem przestałam w ogóle podchodzić poważnie do wiary. Całe moje życie duchowe ulegało stopniowej degradacji, aż w końcu przestało dla mnie cokolwiek znaczyć. Boga zepchnęłam na ostatnie miejsce w mojej hierarchii i w zasadzie przestałam w Niego wierzyć.

Mniej więcej w 2 liceum przestałam się onanizować i wchodzić na pornograficzne strony. Cieszyłam się, że z tym skończyłam, że wygrałam walkę. Przerwa trwała jakieś 2,5 roku. Niestety było to tylko pozorne zwycięstwo.

Po pierwszym semestrze studiów szatan uderzył we mnie ze zdwojoną siłą, tak samo nagle, jak nagle wcześniej ustąpił. I wtedy dopiero się zaczęło. Zaczynałam od tzw. „soft porno”. Po pornografię sięgałam w zasadzie codziennie. Naturalnym tego skutkiem był powrót do onanizmu. Robiłam to coraz częściej, a strony, na które wchodziłam były coraz bardziej ostre.

To było jak rollercoaster, którego nie mogłam zatrzymać. Upadałam coraz częściej, bywały dni, że nie mogłam myśleć o niczym innym, na niczym się skupić, onanizowałam się kilka razy dziennie. Z każdym kolejnym razem szukałam mocniejszych wrażeń. Już nie wystarczały mi opowiadania, zdjęcia, zaczęłam sięgać po filmy.

Nie podniecał mnie już „zwykły” seks, szukałam w nim brutalności, przemocy, poniżenia, upodlenia. To wszystko miało ogromny wpływ na moją psychikę. Stopniowo sama zaczęłam sprowadzać swoje ciało do przedmiotu. Zaczęłam też odczuwać do siebie obrzydzenie, wstręt, wręcz nienawiść. Byłam na siebie zła za każdy upadek. Za każdym razem obiecywałam sobie, że to będzie ten ostatni. Nigdy nie był…

Za to za każdym razem nienawidziłam siebie jeszcze bardziej. Byłam bardzo słaba, wystarczała jedna myśl, jeden impuls, żeby mnie złamać. Nie miałam w ogóle siły, żeby się temu przeciwstawiać. Nie prosiłam Boga o pomoc, bo wtedy Bóg już dla mnie nie istniał. Bardzo źle czułam się ze sobą. Na innych ludzi patrzyłam tylko przez pryzmat ich cielesności.

Sprowadziłam miłość do seksu, odarłam ją z jakichkolwiek uczuć, nie wierzyłam, że może być coś oprócz ciała, za co można pokochać drugą osobę. W zasadzie przestałam w ogóle wierzyć w miłość. Pornografia naprawdę wypaczyła mój światopogląd i totalnie „zryła mi banię”. Nie wyobrażałam sobie, że ktokolwiek kiedykolwiek może mnie pokochać i traktować jak partnera, a nie jako obiekt pożądania i przedmiot do zaspokojenia własnych potrzeb.

Ja sama siebie nie kochałam, a moje poczucie własnej wartości w zasadzie nie istniało. To wszystko rzutowało też na inne aspekty mojego życia. Zwracałam uwagę tylko na rzeczy materialne, stałam się cyniczna, cele do których dążyłam były płytkie, nie widziałam w moim życiu głębszego sensu.

Pornografia zniszczyła we mnie przede wszystkim miłość, szacunek do ciała, poczucie godności i własnej wartości, oddaliła mnie od Boga. To, że do tej pory nie byłam w żadnym poważnym związku to też skutek tego grzechu.

Wszystko zmieniło się na pewnych rekolekcjach, na których znalazłam się w zasadzie przypadkiem. Tam przede wszystkim na nowo uwierzyłam w Boga, zaufałam Mu i doświadczyłam Jego wielkiej miłości. Zawierzyłam Mu siebie i całe swoje życie. Odbyłam spowiedź generalną i powzięłam mocne postanowienie poprawy, poczułam się silna i gotowa do walki.

Miałam okazję uczestniczyć też w modlitwie wstawienniczej, podczas której doświadczyłam spoczynku w Duchu Świętym, co było niesamowitym przeżyciem, głębokim zanurzeniem w Bożej miłości. Byłam przygotowana jeszcze na niejeden upadek i prosiłam Boga, by za każdym razem mnie podnosił i dodawał mi sił. Ale Bóg dał mi o wiele więcej. W swoim niewysłowionym miłosierdziu nie tylko mi wybaczył, zapomniał moje grzechy i dał mi czystą kartę, ale uwolnił mnie też od mojego uzależnienia.

Od tamtej pory nie upadłam ani razu. Tego już po prostu nie ma. Nie mam natrętnych, nieczystych myśli, które wcześniej pojawiały się nie wiadomo kiedy, nie wiadomo skąd i zawsze prowadziły do jednego. Bóg mnie z tego wyleczył, tak po prostu. Pokazał mi, że tylko w Nim jest siła i tylko z Nim można zwyciężać. Bez niego dalej tkwiłabym w tym bagnie. Teraz Bóg pomału porządkuje moje życie, prostuje moje drogi, odbudowuje moje poczucie własnej wartości, pokazuje mi czym jest miłość. Sprząta ten cały bałagan, który pornografia zrobiła w moim życiu.

Cytuję za portalem Deon.pl (http://www.deon.pl/religia/swiadectwa/art,42,z-masturbacja-zmagalam-sie-pol-zycia-swiadectwo.html)